poniedziałek, 16 listopada 2009

Dzien 10 - keine Grenze part 1

Stało się stało się to co się miało stać,
w hotelu o 20 nosz k.... m..

No bo co można robić jak się jest w delegacji. Zamiast wyjść na miasto, odpocząć w hotelu czy coś takiego można posiedzieć w biurze nieco dłużej ;)
Biuro to bardzo ciekawy świat do obserwacji. Jak tak sobie w nim siedzę to nie czuję, że jestem w innym kraju. W biurach prawie wszystko wygląda tak samo: biurka, sprzęt, rośliny z gatunku buirokrzaków, firmowe kalendarze, szare szafki, szara podłoga. Jednak w tym całym udało mi się znaleźć pewną różnicę - kuchnia. Ową różnicę należy policzyć na plus bo mamy różne owoce dostępne dla pracowników. DO tego przeróżne napoje: woda z bąbelkami, woda bez bąbelków, woda w plastikowej butelce bez sodu no jest w czym wybierać. Nie będę już więcej wyliczał tych wszystkich socjalnych "za darmo" rzeczy. Tja... jednym słowem: scho:n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz